Moje życie składa się z tysiąca drobiazgów, do których jestem przywiązana.

sobota, 24 września 2011

Wygnieciona torebka herbaty ułożona na dnie kubka nie mniej wygodnie niż ja w głębi fotela. W pokoiku nie ma o co się potknąć, nie ma o co się czepić. Cisza tuła się po zakurzonych kątach, jesień wdziera się balkonem, kusi obraz wijącego się w chłodną ciemność dymu. Chciałoby się doczekać gniewnego świtu - nieba jak zapomniana kartka kremowego papieru, zapełniona szarzejącymi, niezapisanymi żalami. Gdzieś wtedy na pewno jest mgła, koc służy ramieniem.
Będę teraz czytać.

wtorek, 23 sierpnia 2011

Na moich oczach spłonął ostatni skrawek ulubionego, warszawskiego nieba. Tramwaj brał kurs na splamiony horyzont. I w oczach ludzi rozpalił ten pożar zachwyty i zamysły. Dyskutowali szeptem między sobą jak pięknie płonie ta resztka sklepienia. A ja cierpliwa, pamiętając o zacienionej linii przydworcowych dachów, czekałam aż niebo spopieli mi się zmierzchem. Za popielate i gęste nieba - kocham wieczorem tutaj.

wtorek, 28 czerwca 2011

Zawsze lubiłam sama w domu przecież. Tak się chyba zaczyna zaczynać odpowiedzi od Well, it depends... w oczekiwaniu na On...? tylko po to, żeby oświadczyć on what. Wypełniam głupio tę zależność uzależnieniem. To chyba jest nieudane, chcę żeby się udało, pewnie się nie uda. Uda też by chciały - czyli okazuje się, że uparcie przemyślałam, a ostatecznie udawałam.

środa, 1 czerwca 2011

Nigdy nie stworzę podobnie pięknej historii. Choćby moja miała się nie kończyć. Nigdy. I pewnie nigdy też się z tym do końca nie pogodzę. Robię za dużo. Może to automatycznie zamyka mnie jedynie w  k t ó r y m ś  z rozdziałów?